Słowo przewodnie

Wchodząc do wsi Jezus spotyka dziesięciu takowych nieszczęśników, którzy zatrzymali się      i z daleka i nawoływali. Jednak na Jego widok nie krzyczeli tak, jak nakazywało prawo: „nieczyści, nieczyści!”. Tym razem wołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!”. Ich wołanie staje się modlitwą: „Mistrzu!”. To określenie św. Łukasz często wkłada w usta uczniów Chrystusa, by podkreślić Jego rolę i autorytet.

Czytamy dalej, że Jezus na ich widok zwraca się do nich z nakazem pójścia i pokazania się kapłanom. Dosłowne tłumaczenie mówi: „jak ich zobaczył”. Jezus natychmiast dostrzega ich nieszczęście i zwraca się do nich. Nie zwleka, nie czeka. W Chrystusie  Bóg wykazuje swoistą „niecierpliwość”, by szybko zaradzić ludzkiemu nieszczęściu. Nie leczy ich jednak w ten sposób, jak to choćby wcześniej opisuje ten sam Ewangelista (5, 13), ale natychmiast odsyła do kapłanów.

Tak jak w przypadku Naamana, tak i teraz cud uzdrowienia dokonuje się na odległość, niezauważenie. Nie potrafimy stwierdzić uzdrowienia tych dziesięciu trędowatych do czasu, kiedy oni sami tego nie zauważą. Fakt, że chorzy na trąd w przeciwieństwie do Naamana nie buntują się przeciw nakazowi Jezusa i że posłusznie idą pokazać się kapłanom, by ci stwierdzili, że zostali oczyszczeni i że mogą zostać przywróceni społecznościom, w których wcześniej żyli, sprawia, że właśnie wiara w słowo Chrystusa oraz posłuszeństwo temu słowu ich uzdrawia. To właśnie słuchanie i wypełnianie słowa Boga czyni cuda w naszym życiu. To ono nas przemienia, leczy duchowo, a często także i fizycznie. W trakcie rozważania               i wprowadzania w życie Jego słowa dokonują się cuda, których może czasem nie zauważamy.

Zapytajmy, co sprawiło, że natychmiast poszli wypełnić Jezusowy nakaz? Nie widzieli przecież objawów uzdrowienia. Czy sądzili, że kapłani ich uzdrowią lub pozwolą powrócić do wspólnoty religijnej i społecznej, pomimo ich choroby? Kiedy są w drodze, następuje cud. Nie wiemy kiedy, w jakim konkretnie momencie, wiemy tylko, że „gdy szli zostali oczyszczeni”. Oczyszczenie nastąpiło w drodze, podczas wypełniania wskazań Jezusa, kiedy niejako wcielają Jego słowo w swoje życie.

ks. Gabriel Pisarek SCJ

 

Pan wie lepiej, co robi, niż my wiemy, co my chcemy (św. Tereska

Rzeźnie i masarnie

U Walka c.d.

W latach 1957 -1962 kierownikiem rzeźni Wacławczyk- Pollak był Georg Pollak - syn Teodora. W tym czasie wyuczył on siedmiu rzeźników. Byli to: Ewald Suchanek          z Pietrowic, Józef Czekała z Krowiarek, Marcinek, Nowak, Żwaka z Tłustomost, Jan Wycisk, Franciszek Wieder (Bubi) z Pietrowic. W rzeźni pracowali: bracia Gerard       i Józef Wacławczyk, rzeźnik Fiur z Raciborza, Eryk Libera i nieoficjalnie ojciec Alojz Wacławczyk. Na początku lat 60-tych komuniści dokonali następnych reform i wtedy znikły rzeźnie spółdzielcze w Pietrowicach. Gminę Pietrowice zaczęto zaopatrywać w mięso z wielkiej rzeźni w Krzanowicach. Tam przez pewien czas kierownikiem był Jerzy Wacławczyk, drugi syn Alojza. Rzeźnie w Pietrowicach znikły całkowicie. Ze starych rzeźni pozostały jedynie wędzarnie, które dalej świadczyły usługi dla wszystkich którzy zbijali w domu. Jeszcze w latach 80-tych XX wieku można było kiełbasy i mięso  wędzić u: Wacławczyka(Walka), Polaka, Łaty, Otlika i Wyciska.  Po 1945 roku wielu mężczyzn  w Pietrowicach wykonywało zawód rzeźnika: Reinhard Gotzmann, Erich Libera, Teodor Pollak i jego synowie Georg i Reinhold, Franz Machnik i jego syn Hans, Max Herud, Karol Wycisk i   jego bratanek Jan Wycisk (Hanys z tim złotym zubym), Georg Łata i jego syn Józef, Paweł Pientka (Pietrzyk), Alojz Wacławczyk i jego trzej synowie: Józef, Jerzy i Gerhard, Ignacy  Lakomek         i jego dwaj synowie Rudolf i Georg, Kalik Zebrała z Końcuwsi, Emil Meller (rodem z Czerwieńcic), Walenty Otlik z Fabrycznej, Johan Mludek (stari Kowaliczek), Max  Otlik z ul. Młyńskiej, Wanke, Franek Wieder (Bubi),  Henryk Newerla, Erhard Pandzich, Andrzej Newerla, Dawid Gotzmann i Andrzej Herud. Słynęli z dobrych wyrobów: kiełbasa, salceson (presswurst), wątrobianka (leberwurst), metka, zajączki (falsche hassen), kaszanka (krupnioki) i  bułczanka (zemelwurst). Chętnie do uboju zamawiała ich ludność napływowa w powiecie głubczyckim. Erich Libera (1930-2007) był synem krawca Johanna Libera i Anastazji zd. Pollak.  Lubił zwierzęta. Miał się tego zawodu uczyć u rzeźnika Jakuba Otlika w Nasiedlu, który był kuzynem jego matki. Był to brat Walentego Otlik, masarza z ul. Fabrycznej. Niestety wojna pokrzyżowała te plany. Po wojnie rozpoczął naukę w rzeźni Klaczka na ul. Opawskiej w Raciborzu i uczęszczał do Publicznej Średniej Szkoły Zawodowej w Raciborzu. W czasie nauki zawodu spał w skromnych warunkach u majstra. W 1950 roku zdał         w Rybniku egzamin na czeladnika rzeźniczo-wędliniarskiego. Służbę wojskową odbył w Sopocie, był tam kucharzem.  W 1957 roku ożenił się z Różą Bernardt                      z Gródczanek. Doczekali się dwóch córek Brygidy i Anity oraz syna Winfrieda. Pracował w rzeźni w Pietrowicach, w Głubczycach, a w latach 1965-1967 jako starszy kucharz-rzeźnik pracował w branickim szpitalu. Na końcu wiele lat przepracował          w raciborskiej rzeźni, na dziale przetwórstwa. W czasie urlopu i po fajramcie chodził zbijać po ludziach. Zdarzało się, że o godz. 14.00 przed rzeźnią czekało już na niego auto właściciela świni, którą miał zabić. Przez wiele lat był czynnym uczestnikiem procesji konnej. Konia brał od gospodarzy, którym zbijał. W 1990 roku Erich wyjechał do Niemiec i tam zmarł.                                                               

                                                                                                           Bruno Stojer