Słowo przewodnie

IV Niedziela Wielkanocna zwana jest Niedzielą Dobrego Pasterza i rozpoczyna Tydzień modlitw o powołania kapłańskie. Pomiędzy radosnym Alleluja aklamacji przed Ewangelią wybrzmiewają słowa Jezusa: „Ja jestem Dobrym Pasterzem i znam owce moje, a moje mnie znają”. W modlitwie dnia mowa jest o zwycięskim Pasterzu: Kościół prosi Boga, aby prowadził nas do niebieskich radości. Słowo Boże mówi nam o Dobrym Pasterzu i o nas, Jego owcach; ukazuje naszą sytuację – ludzi wierzących – po Zmartwychwstaniu Chrystusa. Szczególnie mocno brzmią słowa refrenu psalmu responsoryjnego: „My ludem Pana i Jego owcami”. Jesteśmy ludem Pana. Psalmista uświadamia nam, że nasz Pan jest Bogiem, On sam nas stworzył. Jesteśmy Jego własnością. On jest dobry, Jego łaska trwa na wieki. Przeto powinniśmy służyć Panu z weselem, wstępować w Jego bramy z dziękczynieniem, z hymnami w Jego przedsionki i stawać przed obliczem Pana z okrzykami radości.

Dalszą motywacją kształtowania takowej postawy wdzięczności, służby Panu, trwania przed Nim rozwijają drugie czytanie i Ewangelia. Fragment z 7 rozdziału Apokalipsy św. Jana Apostoła zapowiada rzeczywistość, która jest już naszym udziałem: mowa jest o tym, że Siedzący na tronie rozciągnie nad nimi namiot. Nietrudno się domyślić, że chodzi o Kościół. Baranek Boży stale nas pasie i prowadzi do źródeł wód życia; ociera każdą łzę z naszych oczu. On – jak przekazuje św. Jan w Ewangelii – zna swoje owce, daje im życie wieczne; zapewnia, że nie zginą i nikt nie wyrwie ich z Jego ręki i z ręki Jego Ojca. Ma jednak na uwadze tych, którzy słuchają Jego głosu i idą za Nim.

W ten sposób liturgia Słowa Bożego skłania nas do zawierzenia życia i posłuszeństwa Boskiemu Pasterzowi, a także tym, których wybrał i ustanowił, aby Mu towarzyszyli i w Jego imieniu działali. Chodzi tu o Apostołów i ich następców. Ta ostatnia myśl wyłania się z pierwszego czytania, z fragmentu

Dziejów Apostolskich. Św. Paweł w Antiochii Pizydyjskiej jednoznacznie obwieszcza, że pierwszą powinnością Apostołów jest głoszenie słowa Bożego – „Tak bowiem nakazał nam Pan: Ustanowiłem Cię światłością dla Pogan, abyś był zbawieniem aż po krańce ziemi”. Oczywiście, posługa zwiastowania słowa Bożego może się spotkać z różnym odzewem – można nią wzgardzić, albo z zazdrości wręcz piętnować i zwalczać. Chodzi jednak o to, by dać posłuch słowu Pana i uwierzyć. Tym pouczeniem liturgia IV Niedzieli Wielkanocnej zaprasza nas do modlitwy za głosicieli Bożego słowa, skłania do modlitwy o nowe powołania, aby takowych głosicieli nigdy nie zabrakło.

Prośmy też Pana, aby otwierał ludzkie serca na zwiastowane dziś słowo Boże, aby uzdalniał ludzi do przyjęcia tego słowa, obdarowując mocą i światłem swego Ducha. Sami zaś postarajmy się bardziej otworzyć na głos Dobrego, zwycięskiego Pasterza. Prośmy nieustannie Bożego Ducha, aby nam w tym pomagał.                                           bp Andrzej Czaja

Hore!(pali się!)

Mathes Hermeth, tutejszy wolny gospodarz (Freibauer), 28 grudnia 1835 roku wieczorem, poniósł śmierć poprzez doszczętne spalenie podczas pożaru, jaki wybuchł w górnej karczmie (Oberkretscham) Ignatza Watzlawczyck w Pietrowicach Wielkich. Został pochowany 30 grudnia, po sądowych oględzinach i uzyskaniu urzędowej zgody. Był jednym z wielu mieszkańców, który w czasie pożaru próbował coś uratować.                                                                                                                         Informacja została znaleziona w parafialnej księdze zgonów -1835/nr 57 :                                               „Den drießigsten Dezember. Mathes Hermeth hiesiger Freibauer, welcher am 28. Hujus [jego, tego] Abends, bei dem hierselbst im Oberkretscham des Ignatz Watzlawczyck ausgebrochenen Feuersbrunst verunglückt und ganz verbrannt ist, wurde nun erst nach gerichtlicher Besichtigung und Bewilligung beerdigt.”                                                                                                                                        Mathes Hermeth (1788 -1835) miał w linii prostej w Pietrowicach następujących potomków: Johann Hermeth (1811-1868), Richard Hermeth (1853-1915), Carl Hermeth (1876-?), Johann Hermeth (1900-1979) i Hildegard Hermeth (1934-2005) po

Mężu Mludek (Kowaliczek).                                                                                                                                                                        Karczmarz Ignatz Watzławczyck zmarł w 1854 roku w wieku 43 lat. Karczma górna znajdowała się w miejscu, gdzie znajdował się sklep „U Komarka, ul. Wyzwolenia 53. Dziś jest tam posesja rodziny Garliński. W 1765 roku karczmę kupił za 320 talarów cesarskich Franciszek Watzlawczik, dziadek wspomnianego Ignatza. W lutym 1919 gospodę kupił Florian Fuss, właściciel karczmy w Gródczankach i w rękach tej rodziny gospoda była do 1945 roku. Rodzina Fuss prowadziła w Gródczankach gospodarstwo rolne,  gospodę z ogrodem piwnym i salą taneczną. W niedzielne popołudnia u Fussa było pełno ludzi, również z Pietrowic i Kietrza. Często grała tam orkiestra dęta z Pietrowic. Gdy do „Fussa” na Małej Stronie przyjechali właściciele po treku (wojennej tułaczce) to osiedleni tam już repatrianci nie pozwolili rodzinie Fuss zabrać nawet bucików od dzieci. Rodzina Fuss spała u sąsiadów a potem w transporcie

wywieziono ich do Niemiec.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                   

Downiejszi chopy piły moc wiac mysz dzisiok (dawniej mężczyźni pili dużo więcej niż dziś). Zdarzyło się przed II wojną w gospodzie u Fussa, kole Kumarka, że trzech gospodarzy pietrowickich, wcale nie najmniejszych, założyło się, że kto pierwszy odejdzie od stolika, to płaci za wszystkich. Wszyscy trzej wytrzymali cały wieczór, całą noc i całe rano. Potem doszli do porozumienia, że rachunek dzielą przez trzy. Jeden sprzedał byczka, drugi świnkę, trzeci jeszcze coś i rachunek zapłacono.                                 W czasie II wojny światowej gospoda u Fussa była miejscem noclegu dla jeńców wojennych którzy przez dzień pracowali u bauera. Rosjanie spali na I piętrze, Ukraińcy spali na parterze i nie byli pilnowani, a Serbowie byli ulokowani w Starej Szkole.                                                                                                                                                                                        

                                                                                                                  Bruno Stojer