Słowo przewodnie

Znany francuski pisarz François Mauriac został zagadnięty kiedyś ironicznie przez pewnego dziennikarza: „Panie Mauriac, szanuję pana jako człowieka wykształconego i mądrego. Stoi pan mocno w świecie. Ale jednego nie mogę zrozumieć: tego, że pan jest katolikiem. Jak może pan wierzyć w życie po śmierci? Jak pan sobie to wyobraża? Jak ma ono – pańskim zdaniem – wyglądać?”. Laureat literackiego Nobla odpowiedział zaskakująco: „Ja sobie w ogóle niczego nie wyobrażam. Zostawiam tę sprawę Panu Bogu i nie mieszam się w to, jaką niespodziankę chce On zgotować dla swoich”.

Chrystus po swoim Zmartwychwstaniu miał upodobanie w zaskakiwaniu swoich wyznawców. Ukazuje się nagle Marii Magdalenie, innym razem zatrzymuje kobiety, które przerażone uciekają zobaczywszy odsunięty kamień i pusty grób. Mimo drzwi zamkniętych zjawia się nagle w Wieczerniku czy nad Jeziorem Tyberiadzkim, czyniąc cud obfitego połowu.

W dzisiejszej Ewangelii zjawia się wśród uczniów, którzy nie ochłonęli jeszcze po powrocie z Emaus, byli zatrwożeni, pełni lęku. Jakby chciał przyzwyczaić ich do tego, że zawsze jest z nimi. Choć uczniowie spędzili z Jezusem wiele czasu, patrzyli na Niego, jednak Go nie rozpoznali. Powód? W ich rozumowaniu nie było miejsca na uwierzenie czy zdumienie. Uczniowie zdają się pytać: jak to, On naprawdę żyje, jest pośród nas i każe wierzyć, że ból i cierpienie, męka i śmierć to tylko droga ku życiu?

W swoim myśleniu niejednokrotnie jesteśmy podobni do apostołów, którzy wiedzą, że nic nie może się zmienić. A myśmy się spodziewali, że będzie inaczej, że zwycięży dobro ludzkich serc, gotowość do poświęceń, a wyszło inaczej. Czy to, co widzimy wokół nas, czy sposób, w jaki o tej rzeczywistości mówimy i piszemy, jak ją pokazujemy, jest jedynym z możliwych? Czy scenariusz, jaki podpowiada nam nasze rozżalone serce, jest prawdziwą wersją wydarzeń? I tak, i nie. Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, to jest to wersja prawdziwa. Ale jeśli zmartwychwstał, to oznacza, że również i my zmartwychwstaniemy, a nasze życie może się zmienić.

ks. Leszek Smoliński

Zdziwienie, zaskoczenie to początek zrozumienia

Ostatni Jurek

 

W ubiegłym roku pożegnaliśmy śp. Henryka Wolnik (1925-2017). Rodzinę „Tych” Wolników  tytułowaliśmy –Jurek. Jako, że miał tylko córki, z jego śmiercią kończy się męska linia Wolników- Juków. Najstarszy ślad tego rodu znajdujemy w naszych księgach parafialnych. W 1701 roku urodził się Matthias  Swačzina , zmarł w 1773 roku. W księdze zmarłych  zapisano: „Den 2-ten 1773 Idem   Ist bey allhiesiger Kirchen begraben wordem ein hiesiger außzügler Nahmens Mates Swačzina welcher 1-ten Augusti abends umb 9 Uhr alters gestorben alt ...“ co można przetłumaczyć  „Dnia 2-giego sierpnia 1773, jak wyżej w rubryce, (czyli przez wikarego Rohowskiego), przy tutejszym kościele został pochowany tutejszy dożywotnik Mates Swačzina, zmarł 1 sierpnia wieczorem o godz. 9 ze względu na starość w wieku ...”                                                                                                                                          Ożenił się on w 1735 roku z Dorotheą Chudob (1709-1789). Mieli  syna Bartholomeusa (1745-1820), który z zawodu był piekarzem, ożenił się z Cathariną Barabas (1741-1792). Ich córka Antonia Marina Cecillia Swaczina (1769-1830) wyszła za mąż za gospodarza (bauera) Johanna Wollnik (1750- 1812). Ich syn  Vitus Wollnik(1794-1854)był wolnym zagrodnikiem, handlarzem i powroźnikiem. Vitus ożenił się w 1816 roku z Marianną Watzlawczyk (1796-1842). Zaś ich syn Georg Wolnik (1820-1871) ożenił się z Euphrosiną Pientka (1825-1889). Od Georga, po polsku - Jerzy, Jurek ,ma pochodzić przydomek całej rodziny Wollnik z Pietrowic. Georg Wolnik, czyli pierwszy Wolnik- Jurek był chałupnikiem. Jego syn Johannes Wolnik(1853-1919) był już zagrodnikiem, uprawiającym krawiectwo. Ten rolnik-krawiec ożenił się w 1882 roku z Josephą Suchanek(1863-1914). Ich syn Joseph Wolnik (1889-1967), czyli Jurek-Wollnik w trzecim pokoleniu, jeszcze bardziej rozwinął rodzinny majątek. Jak zanotowały księgi kościelne był bauerem(gospodarzem) i jednocześnie krawcem. To on był  ojcem wspomnianego  na początku  Henryka Wolnik. Wtedy dom rodzinnym Jurków znajdował się  na przeciw Jugendheimu.  Żoną Josepha była Anna (1894- 1966) z domu Pieczarek ( Hrzyh).  Jego teść (u-tata) Józef Pieczarek nie był zachwycony przyszłym zięciem. Gdy  czasami szedł na piwo do Neumanna, to mistrz krawiecki Józef Pieczarek szyjąc przy maszynie widział go przez okno i komentował: „Zaś tam idzie tyn chachar”. Jednak do małżeństwa doszło.  W czasie I wojny światowej, Józef był w gwardii przybocznej cesarza Wilhelma II w Poczdamie. Będąc w wojsku szył mundur (litewku)dla  następcy tronu cesarskiego (Kronprinz).  Pewnego razu gdy był na zabawie w pałacu Sanssusii, nagle słyszy damski głos - „ Juuurek co ti tu robisz?. Tą damą okazała się Tina (Krystyna) Krasek z Cyprzanowa, która była tam  na robocie. Pani  Krasek była szynkierką w janowickiej karczmie, do której  zaglądali też chłopi z Pietrowic. cdn.

                                                                                                                                                                                                                                                                                    Bruno Stojer.                                                                              

 


                                                                                      (José Ortega y Gasset).