Słowo przewodnie

Najlepszą formą obrony i walki z pozorami i fałszem jest życie w prawdzie i posłuszeństwo słowu Bożemu, które jest zawsze światłem pośród wszelkich mroków życia na ziemi. Tę drogę wyraźnie nam pokazał Pan Jezus. W odpowiedzi na szatańskie uwodzenie odnosił się do tego, co powiedział Bóg: „Nie samym chlebem żyje człowiek”; „Panu Bogu swemu będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”; „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego” (Łk 4,1-13).

I druga ważna reguła: Nie możemy się panicznie bać diabła. Pamiętajmy, że Jezus zwyciężył piekło i szatana. Dlatego diabeł nie może nas do niczego zmusić, bez naszego przyzwolenia. Ciągle jednak stara się nas skłonić do zgody na zło, stosując wyrafinowane metody. Dlatego trzeba mieć przed nim respekt i nie wolno z nim wchodzić w żadną relację. On jest naszym bezwzględnym wrogiem. Obrazowo mówiąc, wskutek zwycięstwa nad nim Chrystusa przypomina złego psa, uwiązanego grubym łańcuchem do budy      o nazwie piekło. Pogryzie każdego, kto zbyt blisko podejdzie.

Trzeba zatem wielkiej czujności. W naszej walce duchowej o Boży ład nie może brakować kategorycznego wyrzekania się zła, unikania grzesznych okazji i troski o życie w łasce uświęcającej. Potrzeba umartwienia, modlitwy, postu i jałmużny. Zadbajmy więc w najbliższych tygodniach o to, by chętnie i nabożnie uczestniczyć w wielkopostnych nabożeństwach, rozważając i uwielbiając miłość Pana. Podejmujmy mozolnie wysiłek walki duchowej z wszelkimi pokusami, grzechem i złem, w trosce o Boży ład w swoim wnętrzu i między nami.                                   / Z listu pasterskiego Biskupa Opolskiego/

 

Diabeł goni za hałasem, Chrystus szuka ciszy (św. Ambroży).

Mój pierwszy raz

 

W sierpniu 2017 roku wraz córką i wnuczkami wybraliśmy się na kilka dni do Bukowiny Tatrzańskiej. Jednego dnia, po całodzienne wędrówce w Dolinie Pięciu Stawów, późnym wieczorem pojechaliśmy zwiedzać  okoliczny szlak architektury drewnianej. Szczególnie zainteresował nas drewniany, kryty gontem kościół w małej wiosce Jurgowie. Jako, że było już około 7 wieczorem u wejścia do kościoła zastaliśmy metalową kratę, przez którą rzucaliśmy ciekawskie spojrzenia do środka.  Na nasze szczęście w środku modlił się starszy człowiek, który zauważył nas i wnet otworzył nam kratę. Od razu zauroczyło nas wnętrze kościoła, być może  trzy razy dłuższe od naszego kościółka Świętego Krzyża. Wystrój był w stylu tzw. spiskiego rokoka. Na ścianach widniały bogate, w żywych kolorach malowidła i  liczne figurki aniołów i świętych. ( Kościół został ufundowany w 1675 roku, przebudowany w 1811 i 1869 r.).  Zaintrygowały mnie napisy pod stacjami drogi krzyżowej np.: „Jezisz po trzikrat pod krzyżem padaji”. Myślę niemożliwe, żeby  było to po góralsku? Zapytałem starszego modlącego się pana - w jakim języku są podpisy pod stacjami drogi krzyżowej?. Wtedy starszy pan mi odpowiedział, że jest to napisane po słowacku, że była tu  kiedyś Słowacja, wcześniej Austro-Węgry. Po wojnie granica została cofnięta na korzyść Polski. On będąc Słowakiem i mając przepustkę pracował w fabryce na Słowacji. Ośmielony jego wyjaśnieniami zapytałem w pietrowickiej gwarze morawskiej: „To wyście ne su Wielebny Pun?”, bo miałem go za proboszcza tego kościoła. „Nie, jo je kościelnik, mieszkom kole kościeła i rzykum tu paciorek” - odpowiedział starszy pan i dodał: „A pan mówi po naszymu, pan je Słowak? Na co odpowiedziałem, że nie, ale pochodzę z Moraw, dziś to Polska, pochodzę z Pietrowic Wielkich koło Raciborza, ale przez VII wieków moja parafia należała do diecezji ołomunieckiej,  a widać morawska mowa podobna do słowackiej. Kościelnik jeszcze wspomniał, że przed wojną miał tu folwark Niemiec, dziedzic  z rodu Hohenlohe ( z tego samego rodu z którego pochodzi rodzina księcia raciborskiego, który przed wojną mieszkał w Rudach).

Gdy na pożegnanie powiedziałem mu „Budźcie zdrawi”, chłop się nieco wzruszył, być może przypomniał sobie stare czasy. Niedaleko tego kościoła znajduje się stary cmentarz, na którym można jeszcze  spotkać nagrobki  pisane również po węgiersku. Tak to pierwszy raz w życiu, a mam już przeszło 60 lat, zostałem posądzony o narodowość słowacką.

Zdziwiło mnie, że wysoko w górach, które są naturalną przeszkodą, obecna granica państwowa nie jest historyczną granicą etniczną.

                                                                                                                     Bruno Stojer