Słowo przewodnie

„Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast? Odpowiedział im: Nieprzyjazny człowiek to sprawił. Rzekli mu słudzy: Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go? A on im odrzekł: Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa”.

Korzystając z urlopowych wędrówek, przebywając wśród przyrody, mamy niebywałą okazję przyglądania się walce przyrody o przetrwanie. A stąd już tylko krok do zastanowienia się nad postępowaniem ludzi: dlaczego jedni idą drogą prawą, nie zstępując z niej i prowadząc nią innych, zaś inni kluczą, szukają drogi na skróty bądź żyją jak pasożyty, korzystając z dokonań innych.

Dzisiaj, w kolejnej przypowieści, nasze życie i postępowanie zostało przyrównane do walki, jaka toczy się w przyrodzie. Chwast musi być silny, by przetrwać, ale czy to oznacza, że ziarna zboża są słabe? Nie. Pozorna siła chwastów jest krótkotrwała. Zbliża się pora zbiorów, a wtedy rolnik z przypowieści dokona selekcji: zniszczy to, co wydawało się silne, zachowa to, co wydawało się słabe.

Popatrzmy teraz na ten problem z punktu widzenia człowieka żyjącego w XXI wieku. Czy zawsze prawidłowo pojmujemy siłę i słabość? Czy zawsze wiemy, kiedy powinniśmy być silni, a kiedy przyznać się do słabości? W Księdze Mądrości czytamy: „Moc swą przejawiasz, gdy się nie wierzy w pełnię Twej potęgi, i karzesz zuchwalstwo świadomych. Potęgą władasz, a sądzisz łagodnie i rządzisz nami z wielką oględnością, bo do Ciebie należy moc, gdy zechcesz” (Mdr 12,17-18). Bóg nadał nam prawa, lecz wyznaczył również obowiązki. W zależności od tego, jak zrozumiemy te prawa i jak będziemy wypełniać  obowiązki, tak będziemy postrzegani przez naszych bliźnich, ale przede wszystkim przez Pana naszego.

Sami nie bylibyśmy zdolni odnaleźć się w Boskim planie działania, ale Bóg i to przewidział – dał nam Pomocnika, Ducha Świętego. Możemy zmagać się z własną słabością, możemy wątpić we własne siły, ale zaufajmy Bogu, bo „…Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami.” (Rz 8,26).

Piotr Blachowski

Najpiękniej jest walczyć i zwyciężać, ale również dobrze jest walczyć

i szlachetnie przegrać

Pyrwe na polu we ćwikli (2)

 

Mału ćwikel  trza było okopać uż welkimi kopaczkami  i to uż po stojancu (ni po klynczuncu) szło se we rzondku. Po tym pora razy z jednim kuniem  ćwikel se maszinkowało, ażby nie zarosła. Na kuniec nekedy, eszcze se wyriwało trowa rukami, majstens lebioda. Jak ćwikel uż była welko to sztichrym se ju sztichrowało, wteda ćwikel z liścioma leżeła we rzondku. Po tym z nożym se okrowało liście i szkrobało ze zymi. Na jednu kupku se dowało ćwikel a na druhu liście. Z kupek se uż ciepało na wóz. Poźniejszi robiło se to trocha inakszi. Po pyrsze ćwikel se kepowało keprem i liście ciepało na take lelito, a po tym kuniama ćwikel se minerowało i wteda leżeła una wytahnuta na roli uż bez liści. Na poczatku był miner na jedyn rzondek, a po tym uż były minery na tzri rzodki. Wytachnutu ze zymi  ćwikel ciepało se na kupki,  z dwóch kupek robiło se jednu wiakszu,  po klynczancu se szkrobało ćwikel  i  ciepało se na welku kupu. Z te welke kupy uż dowało  na furu i woziło na plac przi Banhowie. Tam widłama trza było ciepać  do wagona, a jak ne było wagonów to ciepało se do broga. Aha, eszcze tak kole żniw, jak ćwikel mieła uż fajne liście, to se je obrywało i dowało krawom na futer.

 

Jak dawniej uprawiano buraki (2)

Następnie małe  buraczki należało okopać. Wykonywano to już większymi kopaczkami, idąc w rządku (a nie klęcząc). Potem kilka razy jadąc pielnikiem ciągnionym przez jednego konia buraki się pielnikowało by nie zarosły chwastami. Czasami wyrywało się jeszcze  rękami chwasty (najczęściej lebiodę), które gdzieniegdzie wyrosły. Jesienią, gdy buraki były już duże, specjalnymi widełkami  buraki wraz z liśćmi wyrywało się z ziemi. Buraki leżące pokotem w rzędzie należało obrobić: liście nożem odkroić i rzucić na jedną kupkę, a buraki wyczyścić z ziemi         i rzucić na drugą kupkę. Później stosowano inna technologię. Najpierw buraki ręcznie obgławiano za pomocą obgławiacza  a liście rzucano w rzędzie. Następnie końmi zaprzęgniętymi w wyorywacz (miner) buraki wyorywano. Początkowo był wyorywacz jednorzędowy, a potem trzyrzędowy. Już ręcznie buraki rzucało się na mniejsze kupki.  Potem z dwóch kupek buraków robiło się jedną większą. Klęcząc czyściło się buraki    z ziemi i rzucało na dużą pryzmę. Z tej pryzmy buraki już rzucano na furmankę,           a z furmanki na placu buraczanym przy pietrowickim dworcu PKP widłami ładowano do wagonów towarowych, jak ich nie było to na wielki stóg. Aha, jeszcze w okolicy żniw dorodne już liście buraczane obrywało się (po kilka zewnętrznych liści z każdego buraka) i dawało krowom na karmę.

[ W IX wieku św. Cyryl  i Metody napisali alfabet dla mowy używanej w Państwie Wielkomorawskim, ciekawe ile tej mowy ostało się w morawskim narzeczu petrowskim?]                               

                                                                                                                                                                Bruno Stojer