Słowo przewodnie

Nasi krawcy

Rodzina Fitzek

Wenzel Fitzek (1828-1900) był jednym z założycieli cechu krawców w Pietrowicach Wielkich. Pełnił też funkcję kościelnego przy kościółku św. Krzyża. Jego brat  Mathias Fitzek (1817-1854) również był krawcem. Jego syn Valenty (1850-1902) nie trzymał się tradycji rodzinnej i został stolarzem. Miał warsztat na rogu ul. Bończyka i ul. Świętokrzyskiej. Zaś  Ernst Fitzek urodzony w 1893 roku, syn stolarza Valentego i Marty Klösel (1858-1917) pochodzącej z Gródczanek, powrócił do zawodu krawca. Ożenił się w 1920 roku z Anną Musiol z ul. Fabrycznej. Mieszkali na skrzyżowaniu ul. Bończyka i ul. Świętokrzyskiej. Po wojnie pracował jako krawiec chałupnik w spółdzielni krawieckiej. Carl, najstarszy brat Ernsta, urodzony w 1879 roku wyjechał do Berlina gdzie pracował jako policjant. Jego siostra Katherina urodzona w 1883 roku i brat Rudolf urodzony 1891 roku jeszcze przed I wojną światową wyemigrowali do USA. Rudolf wraz z żoną  prowadzili farmę kur niedaleko San Francisco. Siostra Katherina w 1918 roku wyszła za mąż, zamieszkała w Chicago i miała trójkę dzieci. Druga siostra Augusta urodzona w 1901 roku  wyjechała do Wrocławia, gdzie wyszła za mąż za Franca Simon.  Po śmierci rodziny Fitzek do ich domu rodzinnego wprowadziła się  rodzina Filipczyk (żona Karola Filipczyk była siostrą żony Ernsta Fitzek). Dziś po tym domu nie ma śladu.

Rodzina Fiegler

Krawiec Nicolaus Fiegler (1883-1967) urodzony i zmarły w Pietrowicach ożenił się w 1916 roku we Wrocławiu z wrocławianką Emmą Baum (1885-1966).  Mieszkali u Ericha Filipczyka na Zawodziu, z którymi byli spokrewnieni. Pani Emma Fiegler (Figlerka) była znana z tego, że potrafiła zacerować każdą dziurę w materiale i to tak, że nie było poznać tego feleru. Cerowała dziurę nitkami, które wcześniej wyciągała z materiału. Jeśli jakiemuś krawcowi zdarzyło się zrobić dziurę w materiale klienta to szli z tym fantem na Zawodzie do Figlerki.

                                                                                                                            Bruno Stojer

 

 

 

 

Nasi krawcy- rodzina Filipczyk(Philipczik)

Anton Filipczyk (1875-1923)  był dalekim potomkiem Laurencjusza Philipczik (1718-1788), który z zawodu był  kołodziejem i prowadził również gospodarstwo. Żoną  Antona była Maria Libera (1879-1953) z ul. Fabrycznej. Był mistrzem krawieckim i kapelmaistrem pietrowickiej orkiestry dętej założonej przez siebie. Jego żona prowadziła sklep u Filipczika. Wg rodziny, Filipczyki pochodzą z Austrii.

Józef Filipczyk (1891-1959), najmłodszy brat Antona był kawalerem. Jako krawiec  pracował w warsztacie swojego brata, poniósł śmierć pod kołami swojego wozu zaprzęgniętego w krowy. W 1959  roku  zwoził siano do  stodoły, był już przed domem na nieutwardzonej ul. Daszyńskiego, spadł z fury prosto pod koła wozu, a przestraszone tym krowy pognały z wozem pełnym siana aż na koniec drogi. Erich Filipczyk (1921-2010), pochodził z tej samej rodziny (Anton i Józef to byli jego wujkowie). Był krawcem. Został wcielony do wojska w lutym 1941 roku i cały czas był na froncie wschodnim (Kijów, Sewastopol na Krymie (jak wspominał- nejfajniyjszi kusek zymi), Zaporoże, Leningrad. Od sierpnia 1944 do maja 1945 walczył w kotle w Kurlandii. Był w oddziałach artylerii ciężkiej (kaliber 30,5 a potem kaliber 21 cm). Dostał się do niewoli rosyjskiej, w której był do 21 stycznia 1950 roku. W niewoli był w okolicy Murmańska. Wspominał: „Jeńcy spali w barakach z czasów I wojny światowej. Wcześniej w tych barakach spali budowniczowie kolei do Murmańska. Pracowali przy wyrębie lasu 12 godzin dziennie. W lesie było po pas śniegu a mrozy dochodziły do 35 stopni. Największy mróz był w 1948 roku. Pracowali z nimi również Rosjanie, którzy byli tam zesłani  nawet za bardzo błahe sprawy,  uznani jako przeciwnicy władzy ludowej. Ludzie padali tam jak muchy. Kto nie wyrabiał normy wyrębu, dostawał zmniejszoną rację chleba.” Ożenił się w 1952 roku. Był ostatnim żynichem (młodym panem) ubranym w cylinder. Potem ten zwyczaj zanikł. Buty miał pożyczone od Jorga Steuera, który w tym czasie przebywał we więzieniu (został skazany na 2 lata więzienia za wskazanie nieznanemu mężczyźnie drogi do Czech,  mężczyzna ów przeszedł granicę ale został złapany w Czechach i tam w czasie tortur wydał ludzi mu pomagających). Erich Filipczyk krowami uprawiał też kilka hektarów pola. Jego ojciec pługiem zaprzęgniętym w krowy poorał mu granice pola, a z środkiem pola już musiał radzić sobie sam - tak  nauczył się orki. Miał jeden z pierwszych telewizorów na Zawodziu. Na ciekawy film po południu (np. seryjny Zorro) do domu Filipczyków schodzili się sąsiedzi, a  zwłaszcza dzieci. Otrzymywały jeszcze kraiczek chleba na przidawek.  Erich był wyuczonym krawcem.  Do emerytury pracował w SPK „Jedność”. Najpierw był krajczym, potem prowadził  magazyn, co w firmie zatrudniającej kilkaset krawców i produkującej dla wielu odbiorców w kraju i za granicą różne asortymenty ubrań nie było sprawą łatwą. Ale Erichowi zawsze wszystko pasowało, choć nie miał komputera. Był uosobieniem spokoju, dobroci i zrównoważenia. 

                                                                                                                                                 Bruno Stojer