Słowo przewodnie

„Dla tych, co nie wierzą, właśnie ten kamień, który odrzucili budowniczowie, stał się głowicą węgła - i kamieniem upadku, i skałą zgorszenia. Ci, nieposłuszni słowu, upadają, do czego zresztą są przeznaczeni”.

W każdym pokoleniu Bóg zaprasza ludzi do budowania Jego Królestwa. Każdego dnia konfrontowani jesteśmy z dramatycznym wyborem – albo robimy Bogu miejsce w naszym życiu, albo w pewnym sensie zmuszamy Go, aby poszedł dalej, bo nasz grzech, nasze schematy działania wpychają nas do „rezerwatów” ksiąstewek naszych ludzkich sposobów na szczęście, w których Najwyższy może być postrzegany, jako intruz.

Św. Piotr, w swoim liście, pokazuje, że współcześni Jezusowi, którzy mieli stać się budowniczymi tego, co Boże, odrzucili Zbawiciela. Mało tego, Chrystus stał się dla nich skałą zgorszenia (grec. „skandalon”). Wielu było po prostu oburzonych tym, co Jezus mówił i robił. Czy dzisiaj jest inaczej?

W Starym Testamencie kamień obrazy to obrazowe wyrażenie określające powód bycia winnym wobec Boga. W Nowym Testamencie to sam Jezus jest kamieniem obrazy. Opowiedzenie się za Nim lub przeciw Niemu decyduje o ostatecznym zbawieniu lub potępieniu człowieka.

Gdy znowu będziesz chciał realizować swój własny plan i będziesz oczekiwał od Boga błogosławieństwa, przypomnij sobie, że On zaprasza Cię do tego, abyś był budowniczym na Jego „budowie”. Nie bez przyczyny, w Starym Testamencie, zanim Bóg skierował do nas przykazanie miłości, powiedział: „Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu…”.

Złota myśl tygodnia

Plan to coś, co potem wygląda absolutnie inaczej (Julian Tuwim).

 

Cicha służba

    Adela Libera urodziła się dzień przed wigilią w 1927 roku, w rodzinie krawca Johanna Libera (1892-1989) i Anastazji zd. Pollak (1897-1978). Ojciec Adeli ożenił się późno, wcześniej był żołnierzem w cesarskiej armii Wilhelma II. Walczył pod Verdun we Francji, gdzie został ranny i częściowy niedowład jednej ręki już z nim pozostał. Johann Libera specjalizował się w szyciu spodni. Jak wielu pietrowickich krawców, szył dla raciborskich Starozakonnych. Przed domem Johanna, regularnie co tydzień, zjawiało się auto firmy Schokner, przywożąc nowe materiały do szycia, a zabierając uszyte już spodnie. Adela była pilną uczennicą pietrowickiej szkoły. Lubiła matematykę i sport. Miała dwóch braci Ericha (rzeźnika) i Jana (Hansa- elektryka) oraz siostrę Elżbietę. Chciała zostać nauczycielką. Dyrektor szkoły Koenig też sugerował rodzicom dalsze kształcenie córki. W 1933 roku do władzy doszła partia NSDAP, która w programie miała hasło„Drang nach Osten”(parcie na wschód). Ojciec Adeli, po naradach z bratem Petrem ze Zawodzia, błagał córkę na kolanach, by nie została nauczycielką. Obawiał się, że jako nauczycielka zostanie wysłana do pracy gdzieś daleko do Rosji, na Syberię. Johann Libera, po swoich doświadczeniach wojennych nie miał zaufania do nikogo, który miał w programie wojnę. Adela posłuchała ojca i poszła do szkoły w Raciborzu prowadzonej przez siostry zakonne (Urszulanki). Szkoły tej jednak nie skończyła, trwała II wojna światowa i w pewien styczniowy zimowy dzień 1945 roku, jak zawsze przyszła na stację kolejową, jednak pociąg do Raciborza już nie pojechał. Niecały miesiąc później wspólnie z rodziną odjechała pociągiem ewakuacyjnym do Austrii, z kilkoma pietrowickimi rodzinami byli we Wiedniu. Do Pietrowic wrócili w maju 1946 roku. Zastali spalony dom. Nieszporek, lokator drugiego domu Johanna, miał tam sklep, był członkiem NSDAP a ich domy były palone. Po wojnie do Pietrowic przyjechała siostra zakonna z Barda Śląskiego (niem .Wartha) i werbowała dziewczyny do pracy - pojechały również Adela z siostrą Elżbietą do pracy w kuchni. Siostry zakonne prowadziły tam duży dom dziecka, który został wybudowany przez kościół jeszcze przed wojną. Bardzo nowoczesna kuchnia dawała pełne wyżywienie dla 300 osób. Zarobione pieniądze wysyłały do domu i rodzice wnet mogli pokryć dachem spalony dom. Z Pietrowic w Bardzie Śląskim na Dolnym Śląsku pracowało przez kilka lat około 10 dziewczyn. 

Później Adela zaczęła pracować w Kietrzu, w fabryce dywanów jako tkacz i tam pracowała już aż do emerytury. W czasie przerwy śniadaniowej nie wyłączała krosna, była bardzo pracowita. Języka polskiego nauczyła się sama. Gdy proboszczem został ks. Ludwik Dziech zaczęła angażować się w prace na rzecz parafii: pomagała przy strojeniu kościoła, prowadziła prace biurowe na plebanii, liczyła kolekty i opiekowała się starszymi parafianami, roznosiła paczki dla chorych przed świętami. Oldze Skerhut pomagała porządkować cmentarz fatimski.  Osobiście przez długie lata opiekowała się starą Glowańką (Franciszka Pruszowski) i Bertą Binczykdwiema  schorowanymi staruszkami z ul. Fabrycznej. W domu opiekowała się swoją matką i ojcem. Gdy w połowie lat 70-tych ks. proboszcz Dziech sprowadził siostry Szensztackie do Pietrowic zaangażowała się w ten ruch jako osoba świecka. W 2012 roku sama zaniemogła. Już nie miała siły by sama zajść do kościoła na mszę św., traciła też powoli pamięć. Ostatnie trzy tygodnie spędziła w domu opieki „Promyk” w Pietrowicach. Na tydzień przed śmiercią, będąc w wyjątkowo dobrej formie, przyjęła sakrament chorych           i komunię św. Zmarła 23 lutego 2017 roku.

                                                                                                     Bruno Stojer